Auto Moto Laik

Bloger

Arnold Arnoldiusz Arnold Arnoldiusz

Motoryzacja jest zaraz po rodzinie i pracy moją największą pasją.
Zaczęła się bardzo wcześnie i chyba standardowo: modele, plakaty, foldery, później motorower aż w wieku 16 (sł. szesnastu) lat otrzymałem uprawnienia do kierowania pojazdami, i to zarówno samochodem jak i motorem.
Jako że samochód (samochody) były w naszej rodzinie „od zawsze” a rodzice nie traktowali ich jak jakiejś „świętości”, nie były to tylko puste uprawnienia i praktycznie od razu zacząłem z nich intensywnie korzystać, (co wtedy nie było wcale takie oczywiste) a dziś mógłbym powtórzyć za Krawczykiem:
„Przejechałem setki mil, Rozwaliłem kilka bryk …”
Przeżywałem (chyba jak wszyscy na początku) fascynację autami sportowymi, sedanami, amerykańskimi krążownikami itd. Aż w końcu znalazłem niszę, w której czuję się najlepiej – wszelkiej maści auta terenowe, prawie terenowe i SUV-y.

Moja praca wymaga ode mnie ciągłej gotowości i mobilności niezależnie od rodzaju drogi, pory roku czy dnia. W związku z tym używanie aut terenowych stało się dla mnie koniecznością.
Co prawda poza sezonem jesienno-zimowym nie jest to bezwzględna konieczność, bo przecież wszędzie latem mógłbym dotrzeć drogą jednak skoro już nimi jeżdżę to, dla czego nie zaoszczędzić sobie tych 5 -10 km przejeżdżając przez starą żwirownię, rozlewisko rzeki czy okoliczne błota. Nie ukrywam, że oprócz oszczędzania czasu (i kilometrów) daje mi to satysfakcję a nawet sprawia niemałą przyjemność, choć „taplanie się w błocie” dla samego „taplania” wydaje mi się już przesadą.
Swoją przygodę z nimi zacząłem w czasach, gdy takie auta były jeszcze rzadkością na naszych drogach, określenia SUV jeszcze nie wymyślono a szkółki jazdy terenowej nie były jeszcze popularne.
Warsztatów specjalizujących się w przeróbkach aut również nie było lub było bardzo niewiele (przynajmniej ja o nich nie wiedziałem), podobnie jak literatury dotyczącej offroadu a pracujący modem internetu potrafił zagłuszyć gwizd czajnika z gotującą się wodą.
Jazdy w terenie musiałem uczyć się sam, metodą prób i błędów, które czasami były bardzo kosztowne a bywało, że i bolesne. Stąd wynikają moje niedostatki teorii.

Choć mam możliwość jeżdżenia różnymi autami, na jazdach próbnych w salonach lub autami moich klientów, którzy znając moje zamiłowanie często chcą się pochwalić swoim nowym nabytkiem (nie zawsze w dosłownym tego słowa znaczeniu), nie będę prowadził żadnych ich testów, porównań itp. choć będę czasami je wspominał.
Spędzam w aucie wiele czasu, do tego stopnia, że niejednokrotnie zapytany o adres mam ochotę podać jego rejestrację i podobnie jak „byłemu huzarowi” najlepiej dumało się w siodle tak i mnie najlepiej myśli się za kierownicą.

W swoich wpisach chciałbym dzielić się z Wami tym, co właśnie chodzi mi po głowie a dotyczy różnych aspektów motoryzacji i to raczej w formie pytań, czy komentarzy niż felietonów.
Pamiętajcie jednak, że to będzie tylko mój punkt widzenia, moje zdanie i absolutnie nie musicie się z nim zgadzać a ja ze swojej strony chętnie poznam Wasze.

Audiobooki - czyli czytanie za kierownicą

Popularne tematy

Zobacz wszystkie